Politechnika Białostocka Koło zdobywców Marsa

Zwycięstwa w prestiżowym konkursie łazików marsjańskich stają się dla Koła Naukowego Robotyków Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej chlebem powszednim.

W zeszłym roku białostoccy konstruktorzy robota Hyperion zajęli pierwsze miejsce, zdobywając 493 punkty na 500 możliwych i tym samym osiągając najlepszy wynik w historii rywalizacji.


O studentach Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej zaczęło być głośno od roku 2010, kiedy to – w swoim debiucie – z robotem Magma zajęli 3 miejsce. Rok później z łazikiem Magma 2 byli już najlepsi. W roku 2013 ekipa z Białegostoku w składzie: Piotr Ciura, Robert Bałdyga, Michał Grześ, Ariel Lech, Jakub Maliszewski i Jacek Wojdyła z robotem Hyperion zdeklasowała konkurencję, wyprzedzając kolejny zespół o 92 punkty. Marsjańskie łaziki to, co prawda, najbardziej znany program podlaskich politechników, ale w kole powstają nie mniej ambitne projekty.

Roboty z … klocków lego

Jak opowiada Michał Grześ, członek zwycięskiego zespołu i koordynator tegorocznego projektu łazika marsjańskiego, sam jest przedstawicielem pokolenia „pomagmowego”. Pierwszy sukces uświadomił wszystkim, że Wydział Mechaniczny to miejsce, gdzie można robić niesamowite rzeczy.

– W Kole Naukowym Robotyków każdy jest w stanie znaleźć swoją niszę – mówi Michał Grześ. – Mamy sekcje robotów-lego, robotów-sumo, robotów bezzałogowych i robotów mobilnych. Każdy z nas zaczynał od najprostszych projektów – robotów z klocków lego. Składaliśmy roboty z klocków, by były zdolne do wykonania konkretnego zadania, programowaliśmy je, uczyliśmy się odpowiednich algorytmów.

Na początek potrzeba głównie dużo zapału i entuzjazmu. A także wytrwałości. Z grupy kilkudziesięciu osób zwykle pozostaje kilka. I to oni tworzą projekty na miarę Hyperiona.

Po 14 godzin na dobę

Tworzenie projektu w skali Hyperiona to tytaniczny wysiłek, szaleńcze tempo i wiele nieprzespanych nocy.

– Zaczynamy od „trustu mózgów” – opowiada Michał Grześ. – Wiemy, jakie czekają nas konkurencje, jakie wymagania stawiane są robotom. Później każdy indywidualnie pracuje nad własną częścią projektu. Programiści rozwiązują problemy ze sterowaniem, elektronicy szukają odpowiednich podzespołów, tworzą elektroniczny projekt robota. Taki podział zadań uczy nas odpowiedzialności za zespół. Każdy z nas indywidualnie odpowiada za ostateczny sukces.

Miasto Aniołów to zaledwie początek

Udział w samym konkursie w Stanach Zjednoczonych to… 3- tygodniowa przygoda życia, nagroda za setki godzin spędzonych w laboratoriach i przed komputerem. Jej pierwszy etap zaczyna się w Los Angeles.

– Jeżeli w trakcie podróży z robotem nie stało się nic złego, mamy czas dla siebie, na zaaklimatyzowanie się, na zwiedzanie miasta – opowiada Michał Grześ. – Później przeszło 1400-kilometrowa droga, pokonywana samochodami, przez najbardziej malownicze rejony Stanów Zjednoczonych. Sam konkurs to 3 dni naprawdę ciężkiego wysiłku, po 2 konkurencje dziennie i prezentacja projektu przed zespołem sędziowskim.

University Rover Challenge

To odbywające się od 2008 roku zawody zespołów akademickich z całego świata, polegające na samodzielnej konstrukcji robota eksploracyjnego, jego prezentacji oraz wykonaniu zadań analogicznych do tych, jakie wykonują roboty na innych planetach.

Nauka przez działanie

Michał Grześ, student III roku automatyki i robotyki na Wydziale Mechanicznym Politechniki Białostockiej

Działalność w kole naukowym nie jest zwykłym przedłużeniem nauki. Nie organizujemy dodatkowych zajęć, nie wyznaczamy partii materiału, którego należy się nauczyć. Każdy z nas dysponuje wiedzą, którą może „sprzedać’ innym i odwrotnie, każdy ma do zaoferowania umiejętności, które będą przydatne innym.  

 

 

(AG), FOT. PB

Wpisz swój komentarz

  • Captcha

Wydawca zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.

Komentarze do artykułu

Twój komentarz może być pierwszy!.